Samochodem tylko bez śniegu
Jak się okazuje, nie tylko nieodśnieżone drogi mogą być częstą przyczyną wypadków. Czynnikiem mocno wpływającym na jazdę w okresie zimowy jest również stopień przygotowania auta. Nie dotyczy to tylko kwestii wymiany opon zimowych. O czym powinni pamiętać zmotoryzowani ruszający rano do pracy po obfitych, całonocnych opadach śniegu i minusowej temperaturze? Przede wszystkim konieczne jest dokładne odśnieżenie całego auta.
Zgodnie z ustawą „prawo o ruchu drogowym” (art. 66 ust.1 pkt 1 i 5) pojazd uczestniczący w ruchu drogowym ma być tak wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu, nie naruszało porządku ruchu na drodze i nie narażało kogokolwiek na szkodę. Poruszając się autem kierowca musi mieć także zapewnione dostateczne pole widzenia oraz łatwe, wygodne i pewne posługiwanie się urządzeniami do kierowania, hamowania, sygnalizacji i świetlenia drogi przy równoczesnym jej obserwowaniu. W zaistniałej sytuacji niedopuszczalne jest poruszanie się samochodem całkowicie lub częściowo nieodśnieżonym.
Jak przygotować samochód?
Jak wielu kierowców niesłusznie sądzi przed jazdą wystarczy tylko pozbyć się zabrudzeń ze świateł oraz tablic rejestracyjnych. Czysta musi być również przednia i tylna szyba oraz lusterka. Konieczne jest także usunięcie śniegu z dachu, gdyż w przypadku gwałtownego hamowania, pozostały śnieg (często w postaci zmarzniętej bryły) może wylądować na przedniej szybie, tym samym utrudniając dalsze prowadzenie pojazdu i powodując wypadek. – Okres zimowy sprzyja zwiększonej liczbie kolizji oraz innych zdarzeń na drodze. Dlatego tak ważne jest nie tylko odpowiednie przygotowanie dróg, ale również samochodu, którym się poruszamy –wyjaśnia Małgorzata Słodownik manager działu handlowego Flotis.pl. – Między innymi należy pamiętać, że śnieg pozostający na dachu pojazdu może być zwiewany na przednią szybę ograniczając tym samym widoczność lub po prostu wylądować na szybie auta jadącego za nami – dodaje M. Słodownik.
Co na to Policja?
Choć policjant nie może ukarać kierowcy punktami karnymi za nieodśnieżony samochód to za nieczytelne tablice rejestracyjne już tak. Kierujący samochodem może w takiej sytuacji otrzymać 3 punkty karne. Ważny jest również fakt, iż za nieusunięcie śniegu grozi mandat karny w wysokości od 20 do 500 zł. Należy także pamiętać, iż Policja ma prawo zatrzymać do kontroli samochód i nakazać jego odśnieżenie lub zeskrobanie lodu. Aby uniknąć przykrych konsekwencji i uszczerbku dla portfela warto wstać 15 minut wcześniej i odpowiednio przygotować auto do drogi. W sposób znaczący zwiększa to bezpieczeństwo zarówno dla kierującego jak i pozostałych uczestników ruchu drogowego.
Źródło: Flotis.pl
PR
KJ
Blokada na kołach – kiedy?
Blokada kół najczęściej stosowana jest w przypadku zaparkowania w niedozwolonym miejscu – niezastosowania się do znaków drogowych tj. zakazu postoju, zatrzymywania się lub pozostawieniu auta na miejscu przeznaczonym dla niepełnosprawnych o obniżonej sprawności ruchowej. Z naszych obserwacji wynika, że niewątpliwie jednym z najbardziej popularnych tłumaczeń kierowców jest fakt pozostawienia auta tylko „na chwilę”. Często jednak ta chwila zmienia się w godzinę – wyjaśnia Małgorzata Słodownik manager działu handlowego Flotis.pl. Podobnie przedstawia się sytuacja w przypadku braku uiszczenia stosowanej opłaty za miejsce postojowe. – dodaje M. Słodownik. Dlatego należy również pamiętać, iż właściciel samochodu nie jest upoważniony do bezpłatnego parkowania pod domem, jeśli miejsce parkingowe znajduje się w płatnej strefie parkowania. W takim przypadku zgodnie z art. 130a pkt 8 prawa o ruchu drogowym pojazd może być unieruchomiony przez zastosowanie urządzenia do blokowania kół, jeśli został on pozostawiony w miejscu, gdzie jest to zabronione, lecz nie utrudnia ruchu lub nie zagraża bezpieczeństwu.
Kto zakłada?
W myśl przepisów prawo do zakładania blokady na koła ma tylko policja lub straż miejska (art. 130a ust. 9 kodeksu drogowego). Samowolne korzystanie z parkingu położonego na prywatnej nieruchomości jest naruszeniem prawa własności oraz posiadania. Niedozwolone jest zakładanie blokad przez prywatne firmy wynajmowane przez spółdzielnie mieszkaniowe. Zgodnie ze stanowiskiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nawet jeśli samochód został zaparkowany w miejscu, gdzie jest zakaz, to nie uprawnia właściciela terenu do zablokowania kół. Z samego tytułu prawnego do nieruchomości oraz władztwa nad nią nie wynika prawo do blokowania pojazdu. Możliwe jest natomiast odholowanie auta z parkingu na koszt intruza w przypadku odpowiedniego oznakowania terenu oraz uprzedniego poinformowania kierowcy o takiej możliwości.
Sytuacja przedstawia się inaczej, jeśli miejsce parkingowe udostępniane jest na podstawie umowy. Można w niej m.in. zawrzeć opłatę za pozostawienie pojazdu oraz sankcje za jej nieuiszczenie lub przekroczenie uzgodnionego czasu korzystania. Przykładem takiej sankcji jest założenie blokady, której zdjęcie umożliwia uiszczenie odpowiedniej należności.
Mądry kierowca po szkodzie…
O czym warto wiedzieć, kiedy zastaniemy już zablokowane koła…? Po pierwsze, urządzenie blokujące zakładane jest na przednie koło pojazdu od strony kierowcy. Po jego założeniu, na zamku drzwi kierowcy oraz za wycieraczką pojazdu umieszczana jest informacja zawierająca nazwę organu zakładającego blokadę, numer ewidencyjny blokady, adres, pod który należy zgłosić się w celu jej zdjęcia oraz numer telefonu. Aby samochód został odblokowany najczęściej wystarczy zadzwonić pod wskazany numer. Wówczas zostanie do nas skierowany patrol posiadający możliwość odblokowania samochodu. W przypadku braku możliwości kontaktu telefonicznego należy zgłosić się pod adres pozostawiony na informacji.
Blokada na kołach wiąże się z uszczerbkiem dla portfela. Na kierowcę nakładany jest mandat karny w wysokości od 100 do 500 zł. Warto dodać, iż można odmówić jego przyjęcia i mimo tego żądać usunięcia blokady. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu nastąpi skierowanie sprawy do sądu.
PR
AF
Inspekcja Transportu Drogowego
ITD została początkowo powołana po to, aby kontrolować kierujących pojazdami ciężarowym i autobusami. Miała dbać o przestrzeganie polskich oraz międzynarodowych regulacji z zakresu transportu drogowego. Kontrole miały służyć zwiększeniu bezpieczeństwa na drogach, zapobiec niszczeniu dróg i zmotywować przedsiębiorców do przestrzegania przepisów. Na podstawie nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym, otrzymała prawo do kontrolowania również osobówek. Inspektor dokonujący kontroli musi okazać legitymację i być umundurowany, wyjątkiem jest przeprowadzania kontroli w przedsiębiorstwie oraz w przypadku taksówek i przejazdów regularnych. Inspektorzy mają prawo do wystawiania mandatów i pobierania kar pieniężnych. Za co inspektorzy mogą nam wlepić mandat? M. in. za spowodowanie niebezpieczeństwa w ruchu drogowym (w tym jazdę po alkoholu); prowadzenie auta bez wymaganych świateł; utrudnianie ruchu na drogach publicznych; niestosowanie się do znaków lub sygnałów; prowadzenie pojazdu bez uprawnień i dokumentów, a także niedostosowanie prędkości do obowiązującego na danej drodze ograniczenia.
ITD może korzystać z urządzeń służących do rejestracji wykroczeń popełnianych przez kierowców. Są to fotoradary stacjonarne, urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości, a także urządzenia rejestrujące niestosowanie się do sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach. Ostatnimi czasy głośno jest o nowiutkich, nieoznakowanych pojazdach należących do ITD. Wzbogaciła się ona o 29 aut, wyposażonych w wideorejestratory. które znakomicie radzą sobie z pustoszeniem portfeli namierzonych kierowców. – mówi Agnieszka Kaźmierczak, operator systemu Yanosik – Dlatego kierowcy chcący uniknąć mandatu ostrzegają się wzajemnie, m. in. przed takimi nieoznakowanymi pojazdami, za pomocą naszej aplikacji mobilnej.
W przeciwieństwie do policji, ITD po namierzeniu kierowcy przekraczającego prędkość nie zatrzymuje go, a jedynie robi zdjęcie i przesyła zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia.
Straż graniczna i służba celna
Straż graniczna może zatrzymać kierowcę w dowolnym miejscu – nie tylko w strefie nadgranicznej. Ma ona prawo skontrolować dokumenty kierowcy, a także wypisać mandat i przyznać punkty karne. Może sprawdzić trzeźwość kierującego, stan techniczny samochodu czy tachograf. Podobnie jak policja, straż również ma prawo do kontrolowania prędkości z jaką poruszają się pojazdy, za pomocą wideorejestratorów. Z tego uprawnienia korzysta jednak głównie do walki z nielegalną migracją.
Służba celna również ma prawo do zatrzymania kierowcy w dowolnym miejscu i czasie. Jednak nie przeprowadza kontroli prędkości i nie może wystawiać mandatów za wykroczenia drogowe. – mówi A. Kaźmierczak z Yanosik.pl. Skupia się głównie na przeszukiwaniu pojazdu w celu znalezienia podrobionych towarów, alkoholu i papierosów bez akcyzy, narkotyków czy broni. Kierowcy zawodowi mogą zostać ukarani przez służbę celną grzywną za przekroczenie czasu pracy lub naruszenie przepisów związanych z przewozem drogowym. Każdy kierowca może natomiast zostać ukarany za tamowanie ruchu drogowego lub niezastosowanie się do poleceń celnika. Celnik może skontrolować nasze dokumenty, ubezpieczenie i stan techniczny auta.
Straż miejska
Strażnik może zatrzymać kierowcę do kontroli drogowej, ale nie może zrobić tego z radiowozu, musi znajdować się poza pojazdem. Jeśli próbuje nas zatrzymać siedząc w aucie nie musimy reagowac na dawane przez niego znaki. Straż miejska może także kontrolować prędkość z jaką poruszają się kierowcy, za pomocą przenośnych fotoradarów. Nie jest jednak tak, że może ona ustawiać urządzenia, gdzie tylko jej się spodoba. Na ustawienie takiego fotoradaru musi najpierw pozyskać zgodę miejscowego komendanta policji, a miejsce, w którym będzie odbywał się pomiar musi być odpowiednio oznakowane. – mówi A. Kaźmierczak z Yanosik.pl – Urządzenie takie musi także posiadać homologację, w przeciwnym wypadku kierowca nie jest zobligowany do zapłacenia mandatu. Mandat od strażnika dostaniemy także za zaparkowanie auta w miejscu niedozwolonym lub nieopłacony postój w strefie płatnego parkowania. Strażnik może także zadecydować o nałożeniu blokady na koło lub odholowaniu pojazdu, o ile zagraża ono bezpieczeństwu na drodze – wówczas kierowca musi liczyć się także z poniesieniem kosztów holowania. Strażnicy nie mogą natomiast karać kierowców za kolizje na drogach wewnętrznych. Nie są też uprawnieni do wystawienia mandatu za brak dokumentów lub ubezpieczenia OC, jeśli jednak kierowca nie będzie miał wymaganych dokumentów strażnik może zawiadomić policję.
PR
AF
Oto dziesięć przewinień, za które można zgarnąć najwyższe kary. Za każde po dziesięć punktów karnych i nie tylko:
Jak zredukować punkty?
Limit punktów dla doświadczonych kierowców to 24. Do tej pory kierowca, który chciał zredukować liczbę punktów karnych mógł dobrowolnie wziąć udział w szkoleniu w WORD. Likwidowało ono jednorazowo 6 punktów, a skorzystać z niego można było raz na pół roku. Szkolenie takie kosztuje 300 zł i trwa w sumie 6 godzin lekcyjnych. Od 19 stycznia przyszłego roku sytuacja ta ulegnie zmianie. Przede wszystkim jednorazowo kierowca będzie mógł otrzymać jedynie 10 punktów karnych, bez względu na liczbę przewinień jakich się dopuścił. Punkty karne będą redukowane w inny sposób. Nie będzie on już dobrowolny, a przymusowy. Po uzbieraniu 24 punktów kierowca zostanie skierowany na obowiązkowy kurs. Będzie się on składał z wykładów, a zakończony zostanie badaniem psychologicznym. Kosztować ma ok. 700 zł i potrwa kilka dni. Kurs taki ma od razu zlikwidować wszystkie zgromadzone punkty karne. Jednak kierowca skierowany zostaje na niego jedynie raz na 5 lat. Jeżeli w tym czasie zdąży znów uzbierać na swym koncie 24 punkty, prawo jazdy zostanie mu odebrane. Aby je odzyskać delikwent będzie musiał ponownie przejść kurs na prawo jazdy.
Komu punkty, komu, bo idę do domu!
W internecie kwitnie w najlepsze handel punktami karnymi. Chętnych do dokonania transakcji nie brakuje, tym bardziej, że wprowadzony w tym roku nowy taryfikator mandatów i punktów karnych jest surowszy niż poprzedni. Na forach internetowych można znaleźć ogłoszenia zarówno ludzi, którzy punktów chcą się pozbyć, jak i tych, którzy chętnie je zakupią. Koszt uniknięcia punktów karnych w ten właśnie sposób waha się w granicach od 100 do 200 zł za punkt.
Jak wygląda taka transakcja? Zdjęcia z fotoradarów trafiają do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Następnie na podstawie odczytanych z nich numerów rejestracyjnych wyszukiwani są właściciele pojazdów. Do nich wysyłane są listy, w których wymienionych jest kilka możliwości jakie może wybrać kierowca. Jedną z nich jest nieprzyznanie się do winy, przy jednoczesnym wskazaniu osoby, która kierowała autem danego dnia i została sfotografowana. Ta opcja wykorzystywana jest właśnie przez tych, którzy chcą sprzedać swoje punkty karne. Wyszukują oni w internecie chętnych na ich zakup. Są to osoby, które posiadają prawo jazdy, ale jeżdżą rzadko i mogą sobie pozwolić na to, by mieć na swoim koncie parę punktów. Po dokonaniu transakcji GITD otrzymuje dane tej osoby jako sprawcy czynu i wysyła list na jej adres. Ona przyznaje się do popełnienia wykroczenia i przyjmuje punkty karne. Taki sposób redukowania punktów karnych jest oczywiście nielegalny. Zarówno osoba, która bierze na siebie winę, jak i ta, która punkty sprzedaje dopuszcza się poświadczenia nieprawdy. – mówi mecenas Jakub Brykczyński z Kancelarii Adwokackiej Brykczyński i Partnerzy – Zgodnie z art. 272 kodeksu karnego za czyn taki grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Nawet samo umieszczenie ogłoszenia może spowodować przykre konsekwencje, gdyż jest to publiczne nawoływawanie do popełnienia czynu zabronionego, co grozi karą grzywny, ograniczenia wolności lub jej pozbawienia.
Jak więc inaczej uniknąć punktów?
Najlepszym sposobem na uniknięcie przykrych konsekwencji związanych z nagromadzeniem punktów karnych jest oczywiście jazda zgodna z przepisami. Jednak zdecydowanej większości kierowców zdarzają się wpadki. Próbują się więc ratować różnymi rozwiązaniami, niestety niekoniecznie legalnymi, a przecież są także opcje zgodne z prawem i nie trzeba ich daleko szukać, bo są dostępne na rodzimym podwórku. Przykładem tutaj może być CB-radio lub aplikacje na smartfony. Jedną z takich aplikacji jest Yanosik. Jest to darmowy komunikator dla kierowców, który informuje o kontrolach policji, ITD, miejscach częstych kontroli i fotoradarach. Korzystanie z takiej aplikacji, w przeciwieństwie do antyradaru, jest jak najbardziej legalne. – mówi Agnieszka Kaźmierczak z Yanosik.pl – Nie zakłóca ona działania urządzeń pomiarowych policji, a jej działanie opiera się na wzajemnym informowaniu się kierowców o sytuacji na drodze.
PR
AF
Przy naszych drogach powstają już nowiutkie fotoradary, a policja i Inspekcja Transportu Drogowego dysponują coraz większą liczbą pojazdów wyposażonych w wideorejestratory. Jeśli do tego dodamy jeszcze pomiary dokonywane przez drogówkę za pomocą „suszarek” oraz fakt, iż Straż Miejska również może ustawiać fotoradary, ryzyko napotkania na swojej drodze którejś z tych służb znacznie wzrasta, a przecież nie ma sensu niszczyć świątecznej atmosfery mandatem.
Jak nie dostać mandatu na święta? Oczywiście, najprościej jechać zgodnie z przepisami, ale nie ma się co oszukiwać – zdecydowana większość Polaków często dopuszcza się nieznacznego przekraczania prędkości, za które może już grozić mandat. Dlatego lepiej jest wiedzieć, gdzie konieczne jest zdjęcie nogi z gazu. Wiedzą to najlepiej operatorzy systemu Yanosik, który zapobiega otrzymywaniu mandatów.
W raporcie zostały przedstawione trasy między kilkoma polskimi miastami, w tym trasy prowadzące do zimowej stolicy Polski – Zakopanego. Zostały one przeanalizowane (przy uwzględnieniu tylko dróg krajowych) pod kątem długości, czasu przejazdu oraz liczby fotoradarów stacjonarnych i miejsc częstych kontroli drogówki. Dane zostały pozyskane z urządzeń oraz aplikacji Yanosik. System, na którym opiera się ich działanie umożliwia użytkownikom otrzymywanie aktualnych informacji o sytuacji na drogach, w tym ostrzeżeń o patrolach policyjnych i ITD, pojazdach nieoznakowanych poruszających się w okolicy, fotoradarach oraz wypadkach. Aplikacja dostępna jest dla smartfonów wyposażonych w jeden z trzech najpopularniejszych systemów: Android, Windows Phone oraz iOS.
Poznań
Mieszkańcy Poznania spotkają na swojej drodze najwięcej radarów na trasie do Warszawy. Na odcinku 311 km mogą im zrobić zdjęcie 34 fotoradary, a w 17 miejscach najczęściej odbywają się kontrole policji. Na przeciwległym biegunie znajduje się trasa o długości 167 km (2h 32m) do Wrocławia. Tam na kierowców czekają tylko 3 fotoradary i 7 miejsc częstych kontroli. Inaczej sytuacja przedstawia się na trasie Poznań – Bydgoszcz (143 km) – 15 fotoradarów i 6 miejsc kontroli. Podobnie jak na drodze do Szczecina chociaż odległość jest tutaj większa – 236 km. Można spotkać na niej 14 fotoradarów i 7 miejsc, w których często dokonywane są pomiary.
Podróżujący ze stolicy najmniej fotradarów, bo tylko 4, miną jadąc do Białegostoku (192 km), więcej natomiast znajduje się na niej miejsc częstych kontroli – 20. Na 212 km trasie do Olsztyna 8 fotoradarów i dwa razy więcej miejsc kontroli. Z kolei jadący z Warszawy do Rzeszowa przejadą 295 km, a na swej drodze napotkają 21 fotoradarów i prawie tyle samo ulubionych miejsc drogówki – 19. Teoretycznie mogą więc zostać namierzeni przez radar co 15 km.
Jadąc z Gdańska do Łodzi (350 km) kierowcy mogą zostać uwiecznieni na zdjęciach z fotoradaru 34 razy. Tak samo sytuacja wygląda na trasie z Łodzi do Krakowa (252 km). Średnio można więc co kilkanaście kilometrów zostać tam przyłapanym na przekroczeniu prędkości. Na tej drugiej trasie dodatkowo znajduje się nieco więcej miejsc częstych kontroli – 19.
A jak wyglądają drogi do zimowej stolicy Polski – Zakopanego? Najwięcej fotoradarów kierowcy mogą napotkać na trasie z Gdańska – 51 urządzeń. Nic w tym dziwnego, gdyż i trasa jest długa i liczy sobie 739 km. Kierowcy muszą uważać także na miejsca częstych kontroli policyjnych. Z danych z systemu Yanosik wynika, że na tej trasie znajduje się ich nieco więcej niż fotoradarów, bo aż 59. Jadący z Poznania do Zakopanego pokonają drogę o długości 516 km i na swej drodze napotkają 38 fotoradarów oraz 25 miejsc częstych kontroli. Krótszą trasę pokonają mieszkańcy Warszawy – 399 km, ale zagęszczenie miejsc, w których często można spotkać drogówkę jest na niej większe niż na pozostałych. Policjantów z urządzeniami pomiarowymi można spotkać średnio co 10 km. Miejsc takich jest 39, a fotoradarów 31. Aby dojechać do Zakopanego z Wrocławia należy pokonać 373 km, na których można napotkać, w tym zestawieniu, najmniej radarów – tylko 9 miejsc częstych kontroli i 16 fotoradarów.
Miejsca częstych kontroli oraz fotoradary stacjonarne są na stałe wbite do bazy danych jaką posługuje się Yanosik. Uwagi odnośnie ich lokalizacji można zgłaszać za pośrednictwem serwisu Korkowo.pl, po kliknięciu w dane miejsce na mapie. Za pośrednictwem Korkowo.pl można także podejrzeć trasę jaką chcemy pokonać.
W czasie rzeczywistym Yanosik pokazuje także powiadomienia o zdarzeniach zgłoszonych przez innych użytkowników, znajdujących się w okolicy. Otrzymamy więc także informacje o tym czy na naszej trasie aktualnie znajduje się patrol policji lub ITD oraz czy wydarzył się na niej jakiś wypadek. Jak nietrudno się domyślić, najwięcej wypadków użytkownicy zgłosili na najdłużej trasie Gdańsk – Zakopane. W ciągu miesiąca w systemie Yanosik pojawiło się ponad 400 zgłoszeń o wypadkach, ktore miały na niej miejsce. Dziennie daje to ok. 16 takich zdarzeń. Na tej samej drodze w ciągu miesiąca zgłoszono też najwięcej, bo ponad 600 kontroli ITD. Statystycznie rzecz ujmując kierowcy spotykają kontrolę na tej drodze co ok. 32 km.
PR
AF
Analizie poddano trasy z Gdańska do czterech, dużych polskich miast. Pod uwagę brano stojące na wyznaczonych odcinkach maszty, w których umieszczane mogą być fotoradary.
Jak można było przewidywać, najwięcej fotoradarów, bo 69 znajduje się na trasie Gdańsk – Kraków, która liczy prawie 600 kilometrów. Mimo to, największe zagęszczenie fotoradarów występuje na odcinku Gdańsk – Poznań. Maszty rozmieszczone są średnio co 7 kilometrów. W najbardziej komfortowej sytuacji są kierowcy jadący do Warszawy. Po drodze mijają średnio 20 masztów.
Tabela1. Trasy z Gdańska do wybranych miejscowości
|
|
|
|
Średnie zagęszczenie fotoradarów (co ile km?) |
|
Warszawa |
20 |
340 |
17 |
|
Poznań |
44 |
305 |
7 |
|
Wrocław |
44 |
440 |
10 |
|
Kraków |
69 |
598 |
9 |
Źródło:Korkowo.pl
Kierowcy powinni być świadomi nieprzyjemności, które mogą ich spotkać w przypadku przekroczenia prędkości. Obecnie za przekroczenie prędkości do 10km/h grozi mandat do 50 złotych i 1 punkt karny. Przekroczenie prędkości w granicach 11-20km/h oznacza mandat opiewający na sumę między 50 a 100zł. i 2 punkty karne. W końcu, przekroczenie dozwolonej szybkości o ponad 51km/h może kosztować kierowców nawet 500zł i 10 punktów karnych.
Tabela 2.Ile może kosztować przekroczenie dozwolonej prędkości?
|
Przekroczenie dopuszczalnej prędkości: |
Wysokość mandatu |
Liczba punktów karnych |
|
do10km/h |
do 50zł |
1 |
|
11-20km/h |
od 50 do 100zł |
2 |
|
21-30km/h |
od 100 do 200zł |
4 |
|
31-40km/h |
od 200 do 300 |
6 |
|
41-50km/h |
od 300 do 400zł |
8 |
|
51km/h i więcej |
od 400 do 500zł |
10 |
Źródło: Kodeks Drogowy, opracowanie: Korkowo.pl
W Polsce dopuszcza się zebranie w ciągu roku 24 punktów karnych – każdy następny punkt oznacza utratę prawa jazdy. Jazda zgodna z przepisami jest nie tylko tańsza, ale bezpieczniejsza.
Dane o sytuacji drogowej zostały opracowane przez serwis Korkowo.pl, który prezentuje aktualne informacje o korkach na polskich drogach. Analizie poddano dane GPS z urządzeń Yanosik umieszczonych w pojazdach poruszających się w godzinach od 06:00 do 22:00 w październiku 2012.
PR
AF
Kulig? Tak, ale nie za autem!
Zorganizowanie kuligu jest świetnym pomysłem, ale należy je zaplanować z głową. W przeciwnym razie zamiast zapewnić świetną zabawę można przyczynić się do tragedii. Przywiązywanie sanek do samochodu, ciągnika czy quadu, mimo ryzyka jakie ze sobą niesie jest nadal przez niektórych praktykowane. Kulig za samochodem może spowodować zagrożenie na drodze dla wszystkich uczestników ruchu – zarówno saneczkarzy, pieszych jak i innych kierowców. Osoby znajdujące się na sankach mogą np. wjechać nagle na przeciwległy pas ruchu lub jakiś kierowca może nie zdążyć zahamować na oblodzonej nawierzchni i potrącić saneczkarzy. Tego typu kulig jest niezgodny z przepisami i można otrzymać mandat nawet do 500 zł oraz od tego roku, zgodnie z najnowszym taryfikatorem, można swoje konto wzbogacić o 5 punktów karnych.
Samochód jak śniegowy bałwan
Jeśli przemieszczasz się samochodem, który przypomina bałwana również możesz liczyć się z otrzymaniem mandatu. Zgodnie z art. 66 Ustawy prawo o ruchu drogowym pojazd, który uczestniczy w ruchu ma być tak wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu, nie naruszało porządku ruchu na drodze i nie narażało kogokolwiek na szkodę. Kierowca musi mieć w pojeździe zapewnione odpowiedni pole widzenia oraz wygodne i pewne posługiwanie się urządzeniami do hamowania, kierowania, sygnalizacji i oświetlania drogi. Nie jest więc co prawda powiedziane wprost, że za zaśnieżone auto dostaniemy mandat, ale zalegający tu i ówdzie śnieg może naruszać ten przepis, a za to grozi kara w wysokości od 20 do 500 zł. – mówi Agnieszka Kaźmierczak, operator systemu Yanosik, pomagającego uniknąć mandatu – Trzeba zadbać więc o to, aby szyby nie były zaszronione, reflektory brudne, a dach przykryty śniegiem – ten ostatni przy hamowaniu powoduje ryzyko nagłego osunięcia się na przednią szybę, a przy dużych prędkościach może zostać zwiany na szybę samochodu jadącego za nami.
Nie szarżuj z silnikiem
Kierowca może otrzymać 100 zł mandatu jeśli pozwoli sobie na zbyt długi postój z włączonym silnikiem. Konkretniej, zabroniony jest postój na terenie zabudowanym, niewynikający z przepisów ruchu drogowego, trwający więcej niż jedną minutę. Jeśli w międzyczasie odgarniamy śnieg z naszego auta, a włączony silnik ma nam w tym pomóc to jest to uzasadnione. Gorzej jeśli zbyt długo siedzimy w aucie chcąc się ogrzać, albo oddalamy się od niego. Policjant może nas wówczas ukarać zgodnie z art. 60 kodeksu drogowego. W myśl przepisu kierowca nie może oddalać się od pojazdu, którego silnik jest w ruchu. Nie może także powodować uciążliwości związanych z nadmierną emisją dwutlenku węgla lub hałasem. Przepis zabrania także pozostawiania auta z włączonym silnikiem w obrębie obszaru zabudowanego.
Opony nie takie jak trzeba?
Polscy kierowcy nie muszą się jeszcze obawiać mandatu spowodowanego brakiem zimowych opon, ale wszystko wskazuje na to, że przepis nakazujący wymianę opon zostanie wprowadzony w przyszłym roku. Okres objęty nakazem miałby trwać od 1 listopada do połowy marca, a opony miałyby odznaczać się minimum 4mm grubością bieżnika. Niedostosowanie się do przepisu skutkowałoby 500-złotowym mandatem, utratą dowodu rejestracyjnego i odholowaniem auta na policyjny parking. Obecnie z racji, iż taki przepis jeszcze nie obowiązuje, opony zimowe zazwyczaj zmieniane są przez kierowców niezależnie od kalendarza, za to zależnie do temperatury – gdy na dobre spada ona poniżej 7 stopni. Brak zimowek póki co nie zaowocuje więc mandatem, ale trzeba mieć na uwadze fakt, że policja może skontrolować stan opon czyli grubość bieżnika, a jeżeli ta nie spełni wymogów (będzie mniejsza niż 1,6 mm) możemy pożegnać się z dowodem rejestracyjnym i kwotą od 20 do nawet 500 zł. – dodaje A. Kaźmierczak z Yanosik.pl.
PR
AF
Rolety, liście i płyty CD
Rolety montowane przy tablicach rejestracyjnych rzekomo zasłaniają je w ciągu dwóch sekund. Jakiś czas temu wywołały burzę ukazując się w gazetce reklamowej znanej w Polsce sieci sklepów. Okazuje się jednak, że ich zakup i posiadanie jest całkowicie legalne. Natomiast z legalnością korzystania z nich bywa już różnie. Zależy czy celem jest oszukanie fotoradaru czy jak sugeruje producent – jedynie ochrona tablicy przed zabrudzeniem… Są też tacy kierowcy, którzy preferują nieautomatyczną opcję zasłaniania tablic, używając tego co jest aktualnie pod ręką np.śniegu, błota albo liści. Amatorzy tego typu trików muszą jednak liczyć się z tym, że za zasłanianie tablic rejestracyjnych można zapłacić mandat w wysokości do 500 zł. Nie wszyscy posiadacze takich rolet pamiętają też o tym, że mogą zostać zidentyfikowani nie tylko dzięki tablicom, ale również nalepkom na przedniej szybie auta. O ile z zasłonięcia jednego z elementów możnaby się jeszcze jakoś funkcjonariuszowi wytłumaczyć, o tyle w przypadku obu jest to już mało prawdopodobne.
Niektórzy kierowcy sa przekonani, że przed mandatem może uchronić ich zawieszenie przy lusterku płyty CD. Miałaby ona odbijać błysk flesza z fotoradaru, tym samym uniemożliwiając uwiecznienie pojazdu na fotografii. Podobną funkcję rzekomo spełniają specjalne aerozole do tablic rejestracyjnych, które mają tworzyć na nich powłokę odbijającą światło. Okazuje się jednak, że jest to sposób nieskuteczny, a do tego stwarzający zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Fotoradary są bowiem „uodpornione” na działanie
światła odbitego. W przeciwieństwie do kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka, których błyskające płyty CD mogą oślepić, prowadząc do utraty panowania nad kierownicą, a w konsekwencji do wypadków.
Trochę elektroniki
Do popularnych metod walki z mandatami należą antyradary. W niektórych krajach korzystanie z nich jest dozwolone i traktowane wręcz jako środek zapobiegający wypadkom. A to dlatego, że skutkują ściągnięciem nogi z gazu w pobliżu fotoradarów, które z założenia ustawiane są w miejscach niebezpiecznych. W Polsce jednak korzystanie z takich urządzeń jest zabronione i może skutkować mandatem lub aresztem. Legalny jest jedynie zakup i przewożenie antyradaru, ale w stanie niegotowym do użytku. Mimo to niektórzy kierowcy decydują się na kupno takiego gadżetu. Antyradary kosztują od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Podobnie jak inne tego typu urządzenia – jammery (zagłuszacze). Namierzają one z dużym wyprzedzeniem i zagłuszają działanie laserowych urządzeń pomiarowych drogówki. Skuteczność jammerów jest jednak wątpliwa, a do tego policjant, który nie będzie mógł odczytać pomiaru dla danego pojazdu najprawdopodobniej go zatrzyma, a więc kierowca uzyska efekt odwrotny od zamierzonego.
A może da się legalnie?
Zmotoryzowani mogą korzystać także z legalnych alternatyw dla antyradarów jak CB-radio czy komunikatory dla kierowców w formie aplikacji na telefony. Używanie ich nie jest niezgodne z prawem ponieważ nie wykrywają one działania policyjnych urządzeń pomiarowych, ani tym bardziej nie wywierają wpływu na wynik pomiarów. Opierają się po prostu na komunikacji między kierowcami. To czy zostaniemy powiadomieni o danym zdarzeniu zależy w dużej mierze od tego czy inny posiadacz aplikacji jechał przed nami tą samą
trasą. Nie trzeba więc obawiać się ewentualnej konfiskaty telefonu. Najpopularniejszymi aplikacjami tego typu są Yanosik, NaviExpert oraz Speed Alarm. Korzystanie z nich może wiązać się z opłatami jak w przypadku dwóch ostatnich – należy bowiem wykupić abonament miesięczny (od ok. 9 do 30 zł) lub roczny (od ok 40 do 200 zł). Yanosik z kolei jest darmowy, a jedynym kosztem związanym z używaniem aplikacji jest po prostu transfer danych – działanie online jest konieczne, aby móc przekazywać aktualne informacje o sytuacji na drodze. Nierzadko aplikacje takie oferują też inne opcje, jak wytyczanie optymalnej trasy w oparciu o informacje o robotach drogowych i korkach. Zainteresowanie taką formą ostrzegania się dynamicznie rośnie. Spory w tym udział ma wzrost liczby sprzedawanych w Polsce smartfonów, umożliwiających pobieranie różnorodnych aplikacji, a także coraz atrakcyjniejsze cenowo pakiety
internetowe.
PR
AF
]]>