Jednym z najbardziej oczywistych sposobów jest otaczanie się ludźmi pozytywnymi, którzy sprawiają, że się uśmiechamy. Warto do tego również dołączyć pozytywne treści; żartobliwe, lekkie i przyjemne do czytania.
Doskonałą propozycją dla wszystkich smutasów może być książka ,,Poradniki oraz inne opowiadania z humorem”. Autor, Greg Koczjark, zawarł w niej około pięćdziesiąt historyjek cudownie poprawiających nastrój. Co ważne, narratorem jest tu sam pisarz, który nieprzypadkowo zresztą posłużył się narracją pierwszoosobową.
Są to przecież historie z życia wzięte. Mamy tu przezabawne poradniki, m.in. te ,,zimowe” (poradnik łyżwiarza, poradnik saneczkarza), wiele anegdot (kupowanie telewizora, uroczystości w szkole, odśnieżanie), a także niezwykłą, folklorystyczną serię o Utoplcu, napisaną po śląsku (bardziej i mniej). Książkę kończą trzy ,,Krótkie refleksje” oraz ,,Zapowiedź następnych opowiadań”.
Jeśli jesteśmy głodni, obowiązkowo zatrzymujemy się przy zajeździe, chyba że na wczasach wydaliśmy wszystkie pieniądze. Wtedy zatrzymujemy się obok lasu i idziemy szukać smakowitej dziczyzny (jest też możliwość, że dziczyzna będzie szukać nas).
http://www.psychoskok.pl/produkt/poradniki-oraz-inne-opowiadania-z-humorem/ ,,Poradniki oraz inne opowiadania z humorem” Grega Koczjarka to dowód na to, że z każdego wycinka z codzienności można wyciągnąć coś zabawnego i pozytywnego. Autor pokazuje czytelnikowi, jak inspirujące mogą być pozornie prozaiczne zdarzenia. Jest to idealna książka na każdą porę roku i dnia. Bo o każdej porze roku i dnia warto mieć dobry humor oraz szeroki uśmiech na twarzy!
]]>
Chyba w każdym z nas drzemie prześmiewca, a pośmiać się można właściwie ze wszystkiego. Nie zapominając o sobie. Na kilka lat przed emeryturą zostałam bezrobotna. Mój zakład pracy przeniósł się w ramach globalizacji w tańsze rejony świata. Miałam więc okazję korzystać z „pomocy” biura pośrednictwa pracy i uczestniczyć w licznych podnoszących ducha kursach. Jedyny z nich pożytek to pomysł napisania „Kilku małych bezrobotnych”. W trakcie pisania wplątała mi się między nich Agata Christie i w żaden sposób nie potrafiłam się pozbyć tej krwiożerczej istoty. Uparła się, że zostanie i …
Właśnie, że nie powiem. Zaciekawionych zachęcam do przeczytania. Nie tylko o bezrobotnych. Zestaw pt. „Humor, satyra” składa się z wielu zabawnych tekstów.
Humor często mruga do nas w nieoczekiwanych sytuacjach. Wymienię te, które szczególnie utkwiły mi w pamięci. Wydawałoby się, że w cyrku powinien rozśmieszać klaun. Tymczasem mnie rozśmieszyli znudzeni tatusiowie z pociechami na kolanach. Nagle na arenie pojawiła się zgrabna artystka. Oczy tatusiów zalśniły, plecy się wyprostowały. A ja napisałam „Przeklętą karczmę”.
„Pan Fredek” powstał po przeczytaniu psychologicznego dzieła o wpływie rozmiaru biustu na psychikę. Przysięgam, że nie bujam, chociaż nie pamiętam ani autora ani tytułu jego wywodów. Pamiętam jedynie, że świetnie się bawiłam czytając i mam nadzieję, że lektura „Pana Fredka” będzie równie zabawna.
O „Walce płci” nie będę się rozpisywać. Tytuł mówi sam za siebie.
Geneza „Powtórki z Szekspira” sięga dzieciństwie. Uwielbiałam czytać „Czary Prospera”. Karol Lamb streścił w nich dla dzieci wiele spośród sztuk wielkiego Williama.
Reszta zawartych w zbiorze „Humor, satyra” tekstów nie jest wcale milczeniem. Chociaż, oczywiście, można je przeczytać po cichu.
RPGranda, czyli świat po drugiej stronie to opowieść, która powstała poprzez zmieszanie wielu motywów, mnie lub bardziej znanych z innych utworów literackich. Zahacza głównie o tematykę fantastyczną, jednak to tylko pozory. Jedynie początek. Za tym wszystkim stoi coś innego. Jakaś głębsza przygoda, bo przecież nie może być łatwo od samego początku do ukończenia głównego wątku.
Fabuła zawiązuje się w mieście, które jest dokładnie takie jak większość. Na uniwersytecie toczy się spór jednego z szalonych naukowców z głównym rektorem uczelni. Co za pech, że się nie lubią! Razem mogliby tyle zdziałać. Ale do rzeczy. Wcześniej wspomniany naukowiec, Franco opracowuje urządzenie zdolne przenosić żywe istoty „do środka” gier video. Marzenie każdego gracza? Wydaje mi się, że pośród tych innowacji jest wiele prawdy. Przecież właśnie teraz, w XXI wieku dążymy do osiągnięcia czegoś równie zaskakującego.
Jak szybko się dowiadujemy doktor i jednocześnie wynalazca zapomina o tym, iż do zrealizowania swojego projektu potrzebuje jeszcze ochotników. Rozwiesza ogłoszenie i właśnie w tym momencie do akcji wkracza główna postać, Jack – zwykły student, który znużony codziennością wkracza na przedpola przygody. Ale czy aby na pewno? Czy to wszystko nie było ukartowane?
Zafascynowany i nieświadomy ogromu niebezpieczeństwa postanawia wciągnąć w swój plan najbliższych przyjaciół. Ci z chęcią zgadzają się na pomysł przedstawiony przez Jack’a. Wszystko idzie zgodnie z planem. Poznają kolejnych ochotników, a w odpowiednim momencie razem z nimi, podejmują przedziwną przygodę.
Początek przygody to jedynie wierzchołek góry lodowej, a ze strony na stronę pomiędzy członków grupy wkrada się brak zaufania. Czara przepełnia się, a gra wcale nie okazuje się na niby. Czy Jack i jego przyjaciele podołają przeznaczeniu?
]]>Akcja mocno osadzone jest na kanwie sensacyjnej, nadającej się na Hollywood. Mamy w niej niezbędne atrybuty dobrej powieści kryminalnej – piękne kobiety, wielkie sumy pieniędzy, przemyt, szantaż, co najmniej trzy grupy mafijne, szybkie samochody sportowe, zagmatwane wątki i pogmatwane losy, skorumpowanych policjantów oraz Interpol. I jednego uczciwego bankowca. No, w miarę.
Wspaniała lektura dla mężczyzn. I kobiet , które umieją się na niej poznać. Uwaga – czytać z przymrużeniem oka. Nie dla ponuraków. Dla miłośników piwa i piłki nożnej. Szczególnie.
Podczas pobytu w przytulnym pensjonacie na wybrzeżu, Sean zostaje poddany narastającej presji psychologicznej. Na plaży pojawiają się tajemnicze napisy. Dowiaduje się o mrocznej stronie niedawno zawartej legalnej transakcji z rosyjskim bankowcem. Jest szantażowany. Przez kogo?
W grę wchodzą ciemne interesy rywalizujących ze sobą grup przestępczych na kilku kontynentów. Co ma polski Szczecin z tym wspólnego? Nawozy sztuczne? To przecież legalny towar eksportowy?
Tak zaczyna się fabuła powieści, która nie zawodzi nas w zaskakujących zwrotach akcji aż do ostatniego akapitu książki.
Aleksander Janowski, w cywilu były nauczyciel, redaktor, dyplomata, tłumacz i doradca finansowy, w czasie wolnym ima się pisania książek z zakresu fikcji literackiej, tak zwanych ”kryminałów ironicznych”, z których nie śmieje się ostatni. Śmieją się inni.
Pod intrygującym tytułem kryją się wulkaniczne pasje, skomplikowane intrygi i poplątane wątki, bezgraniczne parcie do władzy i pieniędzy, bezwzględne wyrachowanie, przemoc i perfidia, wywiady i kontrwywiady, szpiedzy i agenci, poetyckie zrywy i natchnienia, skwaśniała śmietanka towarzyska na marginesie społecznym i – zupełnie odwrotnie – lingwistyka zastosowana do celów użytkowych, niezmiennie zmienna, jak poglądy polityka, piękna, wyrafinowana kobieta z odpowiedniego towarzystwa, oszukany mąż i wyprowadzony w pole golfowe amator łatwych przygód.
Książka napisana jest prostym i przyjemnym językiem, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko. Sam styl pisania mnie zachwycił. Jeszcze nie czytałam sensacji napisanej w tak nietypowy sposób. Ten styl zdecydowanie wyróżnia Janowskiego od pozostałych autorów. Dla mnie to wielki plus, ponieważ uwielbiam książki, które mnie czymś zaskoczą. Bardzo interesująca jest też grafika książki. Tytuł „Mucha”, który ma kolor czerwony i się rozmazuje, wskazuje, że to niezwykła powieść. Obrazek diabła, żonglującego ludzkimi czaszkami, również wiele mówi o książce. To wskazanie na parcie do władzy i trzymanie się jej bez względu na wszystko. Kolejny plus dla osób, które nie lubią zbyt długo czytać naraz: książka ma zaledwie 134 strony. To wszystko sprawiło, że pochłonęłam tę powieść w zaledwie dwie godziny.
Jak najbardziej polecam tę powieść wszystkim czytelnikom. Szczególnie tym, którzy lubią sensacje. Sądzę, że spodoba się każdemu, niezależnie od wieku i płci. Jeśli lubisz intrygi, szpiegów, zdobywanie władzy przez przemoc to jest powieść dla Ciebie. To lekka, choć czasem nieprzyjemna historia. Dobra pozycja na weekend.
Jestem zachwycona samym stylem pisania autora i na pewno na tej książce nie skończę. Zajrzę też do kolejnych powieści Janowskiego, które mam nadzieję będą równie dobre, co „Mucha”.
Lektura tylko dla dorosłych!
Nie dla przedszkolanek w ciąży!
Wydaje się bez przepisu lekarza.
Dziękujemy za uwagę.